Paradoks przywództwa
Featured

Najtrudniejsza lekcja przywództwa?

Stać się... pozornie zbędną.

Bycie wąskim gardłem we własnej firmie zaczyna się w głowie…

od tego cichego, dumnego przekonania: „Beze mnie to się rozpadnie”.

To brzmi jak szczyt ważności i odpowiedzialności, prawda?

W rzeczywistości to najbardziej obciążająca pułapka, jaką możesz na siebie zastawić.

Pamiętam ten moment w moim biurze, kiedy dotarło do mnie, że mój zespół wcale nie potrzebuje mnie do każdej decyzji. Oni potrzebowali czegoś zupełnie innego: jasnych ram i mojego pozwolenia na działanie, pomimo ryzyka. Nie da się kontrolować wszystkiego w dużym zespole, ale da się nauczyć ludzi z jakimi decyzjami powinni przyjść do akceptacji.

Okazało się, że odpuszczenie jest trudniejsze niż nauka najbardziej zawiłych przepisów Polskiego Ładu 😂. Dlaczego?

Bo wymagało ode mnie:

  • Zaakceptowania, że ktoś zrobi coś inaczej niż ja bym to zrobiła (i świat się od tego nie zawali).
  • Odporności, by nie wyrywać myszki z ręki, gdy widzę bzdurne w mojej ocenie działanie.
  • Pożegnania się z rolą „Najmądrzejszej w Pokoju”.

 

Paradoks przywództwa?

W byciu przywódcą nie chodzi o to, żeby być najlepszym specjalistą.

Prawdziwy przywódca to człowiek, który dzieli się wiedzą, doświadczeniem, wspiera swój zespół i ma odwagę budować ludzi, którzy z czasem być może będą wiedzieć więcej od niego.

Jeśli dajesz ludziom przestrzeń na błąd, który jest wliczony w koszty nauki, budujesz ich pewność siebie. Pokazujesz, że ufasz, że w nich wierzysz. Że są warci inwestycji.

A po błędzie rozmawiasz, żeby nauczyć ich też wyciągania wniosków z pomyłek, a nie biczowania się nimi.

Diagnoza na dziś

Jeśli czujesz chroniczne zmęczenie operacyjne, to zazwyczaj masz problem ze zbyt dużą ilością zadań w stosunku do posiadanego czasu. Ale to tylko efekt problemu. Najczęściej prawdziwy problem jest z decyzyjnością.

Mam przekonanie graniczące z pewnością, że część tych zadań nie powinna już dawno być Twoja, i że chomikujesz decyzje, bo boisz się utraty kontroli.

Pytanie, czy to Twój zespół nie bierze odpowiedzialności, czy może Ty im ją odbierasz, poprawiając każdy przecinek?

Jako że bardzo lubię żeglować, to na koniec żeglarskie porównanie, które przyszło mi do głowy.

Kiedy na morzu jest spokój – kapitan nie ma zbyt wiele do roboty.

Ale kiedy zaczyna się sztorm albo jest jakaś inna nerwowa akcja, musi mieć siły i trzeźwy umysł, bo potrzebna jest jego szybka i zdecydowana reakcja i decyzje.

I uwierz mi – żaden żeglarz nie oczekuje, że kapitan będzie za nich klarował liny.

Bądź kapitanem swojego statku.

Nadawaj kierunek, konsultuj ważne decyzje, podejmuj te strategiczne, ale nie zabieraj się za mało ważne zadania, bo stracisz z oczu to, co najważniejsze i nie będziesz mieć spokojnego umysłu wtedy, kiedy będzie najbardziej potrzebny.

Podobne artykuły